Jesteś tu: Wycieczki / Wakacje w Chorwacji

Wakacje w Chorwacji

0 Komentarze

Wakacje Chorwacja, Europa

Do Chorwacji wybraliśmy się samochodem. Trasa dość długa zwłaszcza, że punktem startowym jest Olsztyn, więc do pokonania mieliśmy znaczny odcinek w Polsce - drogami kiepskiej jakości. Planowaliśmy wyjazd o 5 rano, ale ostatecznie mieliśmy godzinę opóźnienia. Pierwsze godziny jazdy były mocną nużące, zwłaszcza że dobrze się nie wyspaliśmy.

Przed wyjazdem wgraliśmy do GPS aktualną bazę fotoradarów i miejsc niebezpiecznych, co skutkowało częstym sygnalizowaniem w postaci sygnału dźwiękowego, który wyciszał się przy deklarowanej prędkości. GPS zamilkł po przekroczeniu granicy polsko – czeskiej. Niestety w Polsce jest olbrzymia ilość fotoradarów, a brak autostrad na trasie zmuszał do ciągłego zwalniania w terenie zabudowanym. Za granicą mijaliśmy się tylko z 1 fotoradarem na terenie Chorwacji.

Generalnie przeprawa przez Polskę odbyła się w miarę sprawnie, poza jednym szczegółem. Planowaliśmy przekroczyć granicę w Chałupkach i tak wcześnie zaplanowaliśmy w trasę w komputerze za pomocą programu MapSource Garmin. Program pokazał trasę ale też zakomunikował o błędzie, nie wskazując na czym ten błąd polegał, niestety nie było już czasu na analizowanie. Przed zbliżaniem się do granicy intuicja podpowiedziała, że nie poruszamy się naszą trasą. Na parkingu zerknęliśmy na GPS i faktycznie zaplanował przeprawę graniczną w Cieszynie. Na szczęście nie minęliśmy zjazdu na Chałupki, więc wróciliśmy na trasę. Jak się później okazało GPS kompletnie zwariował w miejscowości Chałupki, gdzie kazał nam zawracać – brak drogi, ale widząc znaki drogowe informujące o przejściu granicznym, pojechaliśmy wg. znaków. Dopiero po jakimś czasie GPS się odnalazł w "czasoprzestrzeni". Niestety, mapa była niedokładna w tym miejscu, stąd wspomniany wcześniej błąd. Poza tym droga do Chałupek była mało przyjemna, przez trwające tam przebudowy.

Po przekroczeniu granicy Polsko-Czeskiej należało odnaleźć najbliższy sklep lub stacje benzynową w celu zakupu winietki upoważniającej do poruszania się autostradą. Wg. Informacji, które posiadałem, mogliśmy wjechać na autostradę i po przejechaniu 2 km zajechać do stacji benzynowej Shell. Teoretycznie nie powinniśmy być ukarani za jazdę bez winietki tym 2 km odcinkiem, ale 100% pewności nie było. Inna opcja zakłada jechać prosto przez most do miejscowości Bohumin - gdzie znajdował się sklep. Tak też zrobiliśmy i udało się zakupić winietę, z tym, że był już dostępne tylko miesięczne, więc powrót do kraju również przez Czechy, chociaż braliśmy pod uwagę Słowację. Na forach internetowych często piszą o policji monitorującej turystów przed wjazdem na autostradę po kątem wykupionych winiet. Po drodze nie widzieliśmy żadnego patrolu. Podróż przez Czechy to całkiem inny komfort jazdy niż Polska. Na autostradzie można było swobodnie rozpędzić się do 130-140 km/h. Po drodze natrafiliśmy na burzę i intensywne opady deszczu, jak później się okazało, przez Czechy przechodziły w tym czasie intensywne nawałnice. Autostrada zamieniła się w potok a prędkość oscylowała w granicach 60-80 km/h. Sama jakość drogi bywała zmienna. Część autostrady składa się z betonowych płyt, co objawia się charakterystycznym stukotem - po dłuższych odcinkach stało się to uciążliwe. Większość odcinków to jednak gładki asfalt, więc komfort jazdy i poziom hałasu znacznie lepszy.

Do granicy austriackiej dojeżdżamy drogą krajową, Czesi nie zbudowali jeszcze autostrady. Również po stronie Austrii kilkadziesiąt km przejeżdżamy drogą lokalną. Droga jest dobrej jakości, szeroka, więc podróż odbywała się płynnie. Kolejna część trasy odbywa się dalej autostrada. Winietę kupiliśmy w strefie bezcłowej między Czechami a Austria, jednak chyba zapłaciliśmy 1 euro więcej niż nominalna cena, więc warto kupić będąc już w Austrii. Sama trasa ciekawa, gdyż prowadzi częściowo przez pasmo górskie. Pierwszy dzień podróży dobiegał końca, należało znaleźć jeszcze nocleg. W planach mieliśmy przenocować w jednym z hotelów sieci Okotel. W Austrii znajdują się 4 takie hotele, pierwsze dwa położone są przed Wiedniem w miejscowościach Föhrenhain i Bisamberg, kolejna dwa za Wiedniem w Traiskirchen i Kalsdorf (Graz). Opcja rezerwową był nocleg we Wiedniu w hotelu sieci Etap. Adresy wcześniej umieściliśmy w GPS, więc ze znalezieniem pierwszego z nich nie było większego problemu. Rezerwacji wcześnie nie robiliśmy, gdyż rezerwacja mailowa ważna jest do godz. 16:00, a telefoniczna do 18:00. Jadąc z Olsztyna, nie było szans zmieścić się w czasie. W pierwszym hotelu w mieście Föhrenhain nie było już miejsc. Okazało się, że w recepcji pracuje Polak, więc spróbowaliśmy się dowiedzieć czy w pobliżu znajdzie się nocleg w rozsądnej cenie. Niestety cena ponad 100 euro nie było do zaakceptowania. Dowiedzieliśmy się, ze w sąsiednim hotelu Bisamberg nie było już miejsc, więc zostały jeszcze dwa.

Do Graz nie zdążylibyśmy dojechać, z drugiej strony hotel mógłbyć pełny, gdyż miejscowość jest dość popularna dla turystów jadących z południa Polski. Został tylko Okotel w Traiskirchen. Po rozmowie telefonicznej okazało się, że są jeszcze wolne miejsca, ale musimy dojechać do godz. 22:00. Po tej godzinie recepcja jest już nieczynna. GPS obliczył nowa trasę i przewidywany czas przybycia 21:30. Rozpoczęła się szalona ale opanowana jazda. Po drodze mijaliśmy Wiedeń, było już ciemno, autostrada świetnie oświetlona, szeroka, ruch jak na tak późną godzinę był dość spory. Nie odbyło się przez przygód i nerwów. Zaczęła rozładowywać się bateria w GPS, wg. Instrukcji powinna wytrzymać 20 godz. ale ciągłe ostrzeganie przez radarami w Polsce znacznie ją obciążyło. GPS gubił zasięg i potrafił się zawiesić, więc trzeba było znaleźć ukryte gdzieś w plecaku zapasowe baterie.Mieliśmy tylko jedną szansę żeby dobrze zjechać z autostrady, żona okazała się dobrym nawigatorem i udało się w ciemnościach dojechać do Okotelu.

Za 22 euro od osoby przyzwoite warunki do noclegu, łóżko, prysznic, w cenie dostęp do Internetu i obfite śniadanie z rana. Wieczorem zostało jeszcze sporo czasu, aby coś zjeść, napić się gorącej herbaty z termosu oraz spojrzeć na mapę. W następnym dniu czekała nas przeprawa przez kolejne państwo - Słowenie. To mały kraj, lecz posiada autostradę o długości ponad 60 km. Niestety opłaty są dość wysokie jak za tak krótki odcinek. W Internecie udało się wcześniej wyszukać trasę biegnącą przez lokalne drogi, na które nie trzeba było posiadać winietki. Wprowadziliśmy do GPS kilka waypointów, które wyznaczyły trasę objazdową pomijając autostradę. Jadąc z Austrii tuż przed granicą należy zjechać z A9 w kierunku Mureck. Następnie przekraczamy przejście graniczne, przejeżdżając przez wąski most nad rzeką Mura. Dalej kierujemy się drogą 433 w kierunku Lenart. W Lenart kierujemy się drogą 229 do Ptuj - 3 km za miastem przejeżdzamy nad autostradą. W Ptuj poruszamy się nadal drogą 229 - przejeżdzamy przez most nad jeziorem Ptujsko, następnie dojeżdzamy do drogi E59 porszując się ulicą Zagrebska Cesta. Droga jest przyjemna, widokowa. Częściowo prowadzi przez górzyste odcinki, pola kukurydzy, oraz małe rolnicze miasteczka. Podróż zajęła może 30 min więcej niż autostradą, ale na pewno była bardziej krajoznawcza. Co ciekawe ze skrótu korzystało wielu Niemców, Austriaków i Czechów. Warto mieć jednak 30 euro w kieszeni – licząc również podróż powrotną.

W tym kraju napełniliśmy bak paliwa do pełna gdyż cena benzyny była atrakcyjna. Szybko minęliśmy Słowenie i dotarliśmy do granicy EU, więc tym razem trzeba już pokazać dowody. Na szczęście nie było kolejki, przejechaliśmy płynnie. Zauważyliśmy, że Polacy są dość mile witani. Na granicy dostaliśmy mapę - przewodnik po Chorwacji. W Chorwacji wjeżdżamy od razu na autostradę, którą dojedziemy do naszego celu – Breli. Po drodze zwiedzimy jeszcze jeziora Plitvikie. Do Plitvic nie dojedziemy bezpośrednio autostradą, więc trzeba zjechać z autostrady w okolicach miasta Karlovac. Plitvickie Jeziora są dobrze oznakowana na autostradzie, więc nie było problemu ze znalezieniem odpowiedniego zjazdu. Po wjechaniu na drogę krajową nr 1 do przejchanie jeszcze 80 km. Droga znacznie wolniejsza, kręta, górzysta, na większej długości bez możliwości wyprzedzenia.

Planem na ten dzień było znalezienie noclegu w promieniu 15 km od Parku Narodowego Plitvikie Jeziora. Poszukiwania rozpoczęliśmy w miejscowości Catrnja. Pierwsze podejście było nieudane, ale przy drugiej próbie znaleźliśmy w miarę ciekawy apartament w zacisznym miejscu. Na początku przeraziliśmy się ceną, gdy Pani wypowiedziała ją w chorwackiej walucie. Poprosiłem o przeliczenie na euro – okazało się 28 euro za apartament, więc z uśmiechem oznajmiliśmy, że zostajemy.

Pozostało się tylko przebrać w bardziej letnie ubrania i pojechać zwiedzać Plitickiej Jeziora. Zostało nam około 5 godz. czasu. W następnym dniu wyruszyliśmy około godz. 9:00 w kierunku Breli. Do przejechania autostradą odcinek ponad 300 km, za Splitem zjechaliśmy w drogę krajową nr …. Tzw jordankę. Do samej Breli zjazd jest stromy i kręty przypomina słynny zakręt z wyścigu Formuły 1 – Monte Carlo. Podczas pobytu w Breli zwiedziliśmy wybrzeże, pieszo dotarliśmy promenadą do Baski Voda. Pojechaliśmy na zwiedzanie Splitu i Makarskiej, oraz wybraliśmy się na wycieczkę do Dubrownika. Po zakończeniu pobytu wybraliśmy się zwiedzanie Czarnogóry.

Galeria : Plitvickie Jeziora
Plitvickie Jeziora to pierwsza atrakcja turystyczna w Chorwacji na...
Galeria : Split
Split to duże miasto Chorwacji, stolica Dalmacji, o bogatej kulturze...
Galeria : Baška Voda - Croatia
Baška Voda to mała turystyczna miejscowość licząca ponad 2 tys...
Galeria : Makarska, Chorwacja
Makarska to największe miasto położone u podnóża gór...
Galeria : Brela
Po kilku dniach poszukiwań ciekawego miejsca na urlop w Chorwacji,...
Galeria : Brela plaże
Wybrzeże Breli to ponad 5 km plaż wyróżnionych błękitną flagą...
Galeria : Dubrownik
Dubrownik, to jedno z najpiękniejszych i najbardziej rozpoznawalnych...
Galeria : Dubrownik - mury obronne
Mury obronne to jedna z najciekawszych atrakcji turystycznych...
Lokalizacja na mapie:
Wykres: